Ks. Jan Macha (1914-1942)

MATEUSZ KIJAS

Mroczna, zimowa noc z 2 na 3 grudnia 1942 roku, ledwie kilka chwil wcześniej zegary katowickiego więzienia przy ulicy Mikołowskiej wybiły północ. Przez pusty budynek strażnicy prowadzą półnagiego, ubranego jedynie w papierową koszulę, młodego mężczyznę. Po kilku minutach marszu, oraz szybkiej, chłodnej więziennej procedurze w obcym języku, przekroczy on czarną kotarę, za którą kryła się osławiona gilotyna katowickiego więzienia, zwana Czerwoną Wdową. Po kilku chwilach w pomieszczeniu rozlega się huk opadającego ostrza. Tym mężczyzną, będącym jedną z 556 ofiar narzędzia zbrodni, był 28 letni ksiądz Jan Macha.


Ten młody kapłan, pochodzący z Chorzowa przyszedł na świat w równie niełatwych czasach, bowiem kilka miesięcy po jego narodzinach 18 stycznia 1914 roku wybuchła I wojna światowa, a pierwsze lata nauki młodego Hanika, jak nazywała go pieszczotliwie matka, przypadły na okres powstań śląskich. Mimo trudnych pierwszych lat życia był on młodym, aktywnym, pełnym życia młodzieńcem, mającym przed sobą wiele dróg życiowych. Jedną z nich mogło być aktorstwo, już w wieku szkolnym udzielał się on w kółkach literackich i historycznych oraz grał w amatorskich przedstawieniach teatralnych. Być może niektórzy z jego bliskich widzieli w nim przyszłą gwiazdę literacką, filmową lub teatralną. Nie była to jednak jedyna z opcji życiowych, bowiem Hanik zaangażował się również w działalność sportową, będąc wieloletnim graczem piłki ręcznej w klubie sportowym Azoty Chorzów. Jego przygoda szczypiornisty nie zakończyła się jednak jedynie na zwykłej grze w wolnych chwilach, bowiem razem ze swoją drużyną zdobył kilkukrotnie mistrzostwo śląska w piłce ręcznej, a w 1932 i 1933 roku nawet tytuł wicemistrzów Polski. Niemniej jednak powołaniem młodego Jana Machy okazało się kapłaństwo. Już od najmłodszych lat był on pobożną osobą, będącą członkiem między innymi Żywego Różańca, Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży oraz chętnie inicjującą pogadanki religijne. Po roku spędzonym na Wydziale Prawa (nie został przyjęty do seminarium po maturze ze względu na limit miejsc) rozpoczął on naukę w Wyższym Śląskim Seminarium Duchowym w Krakowie.

Kilka lat później, w trakcie pisania pracy magisterskiej, nie zapomniał o rodzinnych stronach, wybierając na temat swojej pracy magisterskiej monografię Starego Chorzowa parafii św. Marii Magdaleny, po której obronie został on wyświęcony na kapłana 25 czerwca 1939 roku. Dwa dni później, w rodzinnej parafii św. Marii Magdaleny, odprawił on swoją Mszę Prymicyjną, ofiarując zebranym bliskim i wiernym pamiątkowe prymicyjne obrazki ze słowami św. Tomasza Apostoła: „Pan mój i Bóg mój”. Jednak zamiast myśleć przed tym radosnym wydarzeniem o wieloletniej służbie kapłańskiej, o pomysłach na pracę duszpasterską, świeżo wyświęcony ksiądz Macha rozmyślał o swojej śmierci. Do swoich najbliższych powiedział w zakrystii przed Mszą szokujące słowa: „Wiecie, co Wam powiem, że ja naturalną śmiercią nie umrę”.


Wybuch II wojny światowej zastał go w Rudzie Śląskiej, gdzie został mianowany wikarym parafii św. Józefa. Ks. Jan bardzo przeżył początek brutalnej niemieckiej okupacji, będąc świadkiem niszczenia kultury polskiej oraz prześladowanie byłych powstańców śląskich i ich rodzin. Już od początku okupacji przyłączył się do konspiracji, stając w pewnym momencie na czele Polskiej Organizacji Zbrojnej, zwanej również Konwalią. W ramach walki grupa wydawała biuletyn informacyjny "Świt". Organizował również pomoc charytatywną dla rodzin uwięzionych oraz błogosławił małżeństwa w języku polskim, co było przez niemieckiego okupanta zakazane. Niestety: w organizacji znalazły się osoby współpracujące z Gestapo, donoszące o konspiracyjnej działalności księdza Machy. Już od początku 1941 roku był on śledzony i zastraszany, lecz mimo licznych ostrzeżeń młody kapłan nie przerywał swojej działalności. 5 listopada 1941 roku został aresztowany na dworcu w Katowicach, a następnie uwięziono go w Mysłowicach, razem ze znajomym klerykiem, Joachimem Gürtlerem. Ksiądz Macha był przetrzymywany w nieludzkich warunkach, leżąc dzień i noc na gołych deskach. Był również wielokrotnie torturowany w czasie przesłuchania, bito go wielokrotnie tak zwanym bykowcem, kopano, wyśmiewano jego wiarę w Boga itp. Mimo to ksiądz Jan nie dał się złamać. W trakcie przesłuchań nie wydał nikogo, a ponadto miał w sobie na tyle sił i wiary, by modlić się za swoich prześladowców. Gdy jeden z SS-manów dowiedział się, że ksiądz Jan prosi Boga o to, by mógł stanąć u bram nieba razem ze swoim prześladowcą, to powiedział o nim: „To jest święty albo idiota”. Po pewnym czasie władze więzienia pozwoliły mu na posiadanie w celi brewiarza. Hanik wykonał również dla siebie więzienny różaniec, który zrobił ze sznurka oraz kawałków drewna odłupanych z więziennego stołu.


Na początku czerwca 1942 roku został przewieziony do więzienia w Katowicach. 17 lipca, w budynku sądu przy ul. Andrzeja w Katowicach rozpoczęła się kilkugodzinna rozprawa księdza Jana Machy, oraz kleryka Joachima Gürtlera. Hanik w trakcie rozprawy wykazał się ogromną odwagą broniąc się samemu. Kilka godzin później razem ze swoim kolegą usłyszeli wyrok: kara śmierci przez ścięcie. Mimo starań rodziny i władz kościelnych (Jego matka udała się nawet do Berlina, pragnąc prosić o łaskę dla syna samego Adolfa Hitlera) władze niemieckie podtrzymały wyrok.

2 grudnia 1942 roku ksiądz Jan został poinformowany, że wyrok zostanie wykonany tej nocy. Wieczorem przyszedł do niego kapelan więzienny, ksiądz Joachim Besler, u którego się wyspowiadał oraz przekazał mu dyspozycję do jego rzeczy osobistych. Ksiądz Macha napisał również pożegnalny list do swojej rodziny. Pisał w nim m.in:

„Żyłem krótko, lecz uważam, że cel swój osiągnąłem. Nie rozpaczajcie! Wszystko będzie dobrze. Bez jednego drzewa las lasem zostanie. Bez jednej jaskółki wiosna też zawita, a bez jednego człowieka świat się nie zawali”.

Będąc świadomym, że najprawdopodobniej jego ciało nie zostanie wydane rodzinie, poprosił o zorganizowanie dla niego symbolicznego grobu, na którym umieściliby prośbę między innymi o odmówienie za jego duszę modlitwy Ojcze Nasz. Niedługo po północy, już w czwartek 3 grudnia 1942 roku, ksiądz Jan został wyprowadzony przez więzienny dziedziniec na śmierć. Według relacji kapelana więziennego ciała skazanych były wywożone do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie zostały spalone. Rodzina dowiedziała się o śmierci księdza Jana następnego dnia.


W 2013 roku z inicjatywy arcybiskupa katowickiego, Wiktora Skworca, rozpoczął się proces beatyfikacyjny księdza Jana Machy; proces zakończył się 28 listopada 2019 roku, gdy Papież Franciszek podpisał dekret o męczeństwie Sługi Bożego ks. Jana Machy. Jego beatyfikacja początkowo miała odbyć się 17 października 2020 roku, jednak z uwagi na epidemię koronawirusa została ona przełożona. 15 czerwca 2021 roku ogłoszono, że beatyfikacja ks. Jana Machy odbędzie się 20 listopada 2021 r. w Archikatedrze Katowickiej.

Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą polubić Górny Śląsk

redaktor naczelny: Zbigniew Markowski, tel.: 32 284 36 85
polecamy poznaj-slask.pl